| |
Fritz Perls, twórca Gestaltu, nazywał go przewrotnie „terapią normalnych”.
Serge Ginger, pionier Gestaltu we Francji, uznał go za „sztukę kontaktu”.
Bardzo bliska jest mi definicja sformułowana przez Charlotte Sills, Sue Fish i Phila Lapwortha: „Podejście Gestalt jest obecnie ekscytującą mieszanką, było nią zresztą zawsze. Jej rdzeniem jest relacja terapeutyczna oraz metoda poznawania i zwiększania świadomości poprzez dialog. W ramach tej relacji gestaltysta może zachęcać klienta do wychodzenia poza własne ograniczenia na wiele sposobów typowych dla Gestalt” (Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt, Warszawa 1999, s.19)..
„Jest tyle Gestaltów, ilu gestaltystów” – usłyszałam te słowa od swojego Trenera i Mistrza. Napiszę więc, czym Gestalt jest dla mnie:
- jest źródłem wiary w siebie i innych ludzi,
- jest kołem ratunkowym w trudnych chwilach,
- jest pomocą w określeniu swoich potrzeb i granic,
- jest narzędziem rozwoju osobistego,
- jest drogą do zwiększenia swojej świadomości (samopoznania),
- jest nauczycielem odpowiedzialności,
- jest narzędziem do zyskania/odzyskania radosnej wolności bycia sobą i bycia z innymi,
- jest źródłem twórczych pomysłów.
Dzięki Gestaltowi odkryłam nie tylko kim jestem, ale także skąd przychodzę i dokąd idę.
To, co proponuję, nie jest terapią w ścisłym znaczeniu tego słowa. W relacji z klientem (a nie z pacjentem) nie chodzi mi bowiem o działania naprawcze, ale o pomoc w odkryciu pełnego potencjału danej osoby, dotarciu do niego i twórczym wykorzystaniu w codziennym życiu.
Jako counseller (a nie terapeuta) nie jestem nauczycielem i mentorem, ale raczej kimś w rodzaju przewodnika, który – dzięki intensywnej pracy nad sobą i praktycznemu doświadczeniu – nieco więcej widzi, słyszy, wyraźniej czuje, czasem wie i (na różne sposoby) pomaga uświadomić to sobie klientowi.
|